Tkliwość

Wszystko co wyrzucone nigdy nie powraca
Choć przedtem ją zważyłam na przegranej szali
Wiem że nie muśnie mnie tkliwość swą baśniową puentą
Bo wiruje na palcach łzami przesiąknięta
I za boga nie przyjdzie bo udaje świętą

Widzę ją wyraźnie choć blednie w oddali
Przyzywam bo przecież nie umie być sama
Wiem że nie mam prawa jej dla niej ocalać
Bo przeze mnie została przed siebie wygnana

Nie czekam – wybiegając w miejsce gdzie ma upaść
I tratując po drodze połowę obrony
Wszelkie prawa logiki łamię bo nie umiem
Patrzeć na jej – na zawsze – profil oddalony

Chcę – bo sama nie wróci – pochwycić ją w locie
Nim spadnie na ziemię by jej nikt nie dotknął
Sędzia jednak bezdusznie obwieszcza: TO KONIEC
Bezsilna wyczerpana padam twarzą w błoto

A ona – już nie moja – wciąż tańczy w powietrzu
I wiruje nad ziemią swą baśniową puentą
Nim spadnie w me objęcia prędzej chyba skona
Bo przecież nie bez żalu wciąż udaje świętą


12.07.2000

 

Facebook Twitter Google+ Pinterest
×

Log in