Promień

Ciemność i smutek spadają nagle lecz światło
Czuwa w oddali by cienie mogły się kłaść
Za brudną rękę jeszcze przez chwilę potrzyma
Bo liczy na to że nie wiesz na co cię stać

I balansujesz wciąż na krawędzi a przepaść
Ciągnie jak magnes jeśli popatrzysz się w dół
Łatwiej jest skoczyć nawet jeśli bez skrzydeł
Niż walić głową w bezbarwny i twardy mur

Więc przetnie promień i tak już mętną źrenicę
Bo po co światło skoro w ciemności chcesz trwać
Kamienne serce i wąskie jak sztylet usta
Przegrałeś jeśli poddasz się urodzie zła



/ze spektaklu Balladyna/

Facebook Twitter Google+ Pinterest
×

Log in