Poemat oniryczny o różnicy między sztuką a pop kulturą

Ubrany zgodnie z obowiązującą modą
Wbiega na scenę w świetle migających reflektorów
Rozszalały tłum faluje i podskakuje
A on – poeta Irokez – o zabarwionych na fioletowo włosach
Trzyma się za krocze uwięzione w skórzanych spodniach
I wyciągając przed siebie pięść skanduje :
Mar-cel Proust od-krył Ver-me-ra
A nie lu-bił Andre Gi-de’a
Jas-na spra-wa jas-na cho-le-ra
Gide to o-hy-da Gide to o-hy-da
Si-gi-fian si-gni-fien
Ty-le wiem co zjem

Obsługa wynosi zemdlone dziewczęta
Poeta lekko zataczając się biega wzdłuż sceny
I podaje rękę rozhisteryzowanym fanom
Wybiega za kulisy gdzie sztab jego podwładnych
Czeka by przypudrować mu nos
Publiczność wyraźnie podzielona na dwie grupy gwiżdże i tupie
Jedni krzyczą Wi-sła-wa a drudzy Cze-sław
Na scenę powraca jednak Czesław i podrywa tłum słynnym :
Mar-cel Proust od-krył Ver-me-ra ...

W tym samym czasie do kameralnej ciemnej salki
Wchodzi zamyślony i nie bez obaw on – gwiazdor
Ubrany zgodnie z panującą w środowisku literackim tendencją
Zamszowe trzewiki sztruksowe spodnie i sweter
Gdy będzie starszy i bardziej sławny
Przyjdzie w spodniach popielatych i marynarce w pepitkę
Lekko pochylony czyta w skupieniu
A 20 zgromadzonych na widowni osób
Zdaje się łączyć niewidzialna nić głębokiego zrozumienia :
Mój empirycznie niezmierzalny sukces nie wymaga – jak mniemam –
szerszego z mojej strony komentarza . Tworem czystej zaś imaginacji jest wieść jakoby pomiędzy mną a znaną wykonawczynią utworów muzycznych zaistniała jakakolwiek więź erotyczna . Pozostajemy ze sobą wyłącznie w metafizycznym kontakcie umożliwiającym nam duchowy rozwój.

Widzowie w skupieniu na dwóch palcach podpierają głowy
Gwiazdor zaś sączy herbatę i zapala papierosa
Skończył
Bisów nie będzie...


Kraków 14 i 15 .05.2000

 

Facebook Twitter Google+ Pinterest
×

Log in