Orfeusz i Eurydyka

Odchodzisz i najłatwiej jest
Myśleć że cię nie odzyskam
Smutkiem się raz na zawsze już
Otoczyć na przekór zmysłom

Ale ja chcę wciąż widzieć cię
Czuć dotyk którego nie ma
Objąć cię znów ramieniem i
Wyjść razem ze smugi cienia

ODNAJDZIESZ MNIE CHOĆBYŚ SAM
PIEKŁO MIAŁ PRZEJŚĆ
CZYŚCIEC I RAJ
WYSTARCZY ŻE BARDZO CHCESZ
ODNAJDZIESZ MNIE

ODNAJDĘ CIĘ CHOĆBYM SAM
PIEKŁO MIAŁ PRZEJŚĆ
CZYŚCIEC I RAJ
WYSTARCZY ŻE BARDZO CHCĘ
ODNAJDĘ CIĘ

I kiedy już odnajdziesz mnie
Raz jeden w oczy mi popatrz
Bo przecież to może nie ja
Może nie mnie tak wciąż kochasz

Jeśli tak chcesz popatrzę choć
Kim dla mnie jesteś wiem dobrze
Ja żeby znów zobaczyć cię
Po prostu zamykam oczy…

Przekonam się czy to nie sen
Kogo szukałeś na jawie
Uwierzę gdy raz dotkniesz mnie
I zmartwychwstanę naprawdę

Czy znikniesz czy będziesz znów żyć
Nie ma żadnego znaczenia
Bo jeśli coś wciąż liczy się
To nasze wieczne złudzenia

ODNAJDZIESZ MNIE CHOĆBYŚ SAM
PIEKŁO MIAŁ PRZEJŚĆ
CZYŚCIEC I RAJ
WYSTARCZY ŻE BARDZO CHCESZ
ODNAJDZIESZ MNIE

ODNAJDĘ CIĘ CHOĆBYM SAM
PIEKŁO MIAŁ PRZEJŚĆ
CZYŚCIEC I RAJ
WYSTARCZY ŻE BARDZO CHCĘ
ODNAJDĘ CIĘ

Facebook Twitter Google+ Pinterest
×

Log in